Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 listopada 2011

Quo vadis...?

     Obserwując ostatnie okładki  polskich tygodników mam co raz większą ochotę zadać tytułowe pytanie. Periodyki z nasileniem starają się szokować, przykuwać uwagę i zachęcać do kupna tego akurat numeru. Czy to źle? Pewnie nie, taka rola okładki. Jednak nie sposób nie zauważyć zmiany przekazu w słowie i obrazie, jaka dokonuje 
się ostatnio na łamach Przekroju czy Newsweeka.
Przekrój przed zmianami...

...i po.
     Przekrój od zawsze był w moim mniemaniu wyjątkowy.  Senior, wydawany od 1945 roku (podobnie jak Tygodnik Powszechny), zawsze stawiał nacisk na kulturę. Przez długi czas kupowałem go i szybko połykałem w całości.  Od innych pism odróżniały go okładki – ilustrowane, błyskotliwe, często bardzo dobre. W czasach gdy z każdego tygodnika wyziera gęba a to Dody, a to Kaczyńskiego, Przekrój raczył nas ilustracjami młodych artystów. Aż pewnego razu tygodnik znalazł się w posiadaniu Hajdarowicza, który postawił sobie za zadanie zrobić z niego polski odpowiednik New Yorkera. Przeniósł gazetę do Internetu, wprowadził abonament, a wersja drukowana, w formie czterdziestostronicowej broszury pozostała w kioskach budząc w czytelnikach fale gniewu i rozpaczy. Plany się nie powiodły, fani zbiorowo poczęli obrzucać facebooka Przekroju lamentami i przewidywaniami rychłego upadku. W miarę spadającej sprzedaży, okładki stają się co raz bardziej śmiałe i kontrowersyjne.  


Kilkadziesiąt numerów temu.
Ostatnie wydania.
     Głosy o walce o czytelnika czy końcu pism opiniotwórczych (głównie odnośnie Przekroju) nie wydają się zupełnie bezpodstawne. Symbole religijne są ostatnio w okładkowej modzie. A to ukrzyżowany Tupolew, a to Palikot – mesjasz, tu znów ilustracja z parą dwóch gejów stylizowanych na Maryję i Józefa. Newsweek po remoncie, który w największym stopniu polegał chyba na zmianie logo na oryginalne, amerykańskie, lubuje się ostatnio w damskich piersiach. W imię zasady ‘są cycki – jest główna’ tygodnik  w ciągu miesiąca już 2 razy uraczył nas tym, co by nie mówić,  wspaniałym widokiem. Czytelnicy pytają czy sprzedaż jest naprawdę tak mała, by po raz kolejny świecić cyckami z okładki? Mnie to nie przeszkadza, trudno jednak nie zauważyć w tym jakiejś prawidłowości. Tematy chwytliwe, tylko czy naprawdę zawsze warte zamieszczenia na okładce? Z najnowszego numeru Przekroju wyziera gęba Kietha Richardsa i wielki napis Ćpaj, pieprz, baw się. Hasła górnolotne, jednak zupełnie nieprzekrojowe. Czasy się zmieniają, okładki jak widać - też.